Fabularna gra czatowa, czyli jak grać żeby się nie nagrać. Ogolnie rzecz biorąc – postapokaliptyczna historia Wielkiej Rzeki (nie mylić z rowem Januszka) na serwerze DISCORD, plus zwykłe czatowanie.
Historia
Początki są zawsze trudne. Szczególnie jak spojrzysz na różnicę miedzy rokiem 2030, gdy millenialsi zaczynali yogę na balkonikach ćwiczyć a dzisiaj – 2075 rokiem. Prawie równa data, no ale…
Co się podziało? Podziało się dużo. Dużo za dużo jak na łeb typowego chama ze wsi szumnie zwanej stolycą (dowolną). Otóż w 2030 roku wykryto dziwne ruchy tektoniczne. Ot, myśleli, że znowu w Japonię walnie tsunami bo się jakiejś naprawdę najedzonej feministce tyłek zafalował. A jednak – była to prawda. Pamiętacie Krakatau, Wezuwiusza, Etnę? Nie odpowiadajcie.
Pierdolnęło. Pierdolnęło i to równo. Wszystkie opowieści o efekcie cieplarnianym w ciągu jednej chwili wzięło w łeb. Politykę, cywilizację zaraz po mitologii chomików europejskich.
Planecie ziemi zbierała się ropa, niestety nie wytworzona przez ludzi… Taka forma magmy, albo mieszanka różnych stopionych w piecu naszej kochanej planetki skał. I było tego dużo. Tak dużo, że uformowało to w ciągu roku wielką komorę zawierającą więcej popiołów niż wszystkie ludzkie rękodzieła mogły wytworzyć przez ostatnie 200 lat. Superwulkan, tak to nazywali wszelcy jajogłowi specjaliści. Nikt nie spodziewał się, że może istnieć w ogóle coś takich rozmiarów. Po co asteroidy, atomówki? Wystarczył jeden “malutki” wulkan… Wulkan, w którego kraterze zmieściłaby się Nowy York.

Tak więc, roku pańskiego 2031 ten wulkan wybuchł, wysypując do atmosfery niespodziewanie wielkie ilości popiołów. Było go tak dużo, że w ciągu paru dni zaczął zasłaniać słońce na wielu obszarach odległych o tysiące kilometrów.
Lokalizacja?
Bliski Wschód, Lewant. Izrael, państwa Arabskie dostały jako pierwsze. Turcja po tygodniu była zasypana, wegetacja zaczynała powolutku zdychać. Morze Czarne zamieniło się w breję, imigranci taplali się w błotku Morza Śródziemnego a Unia Europejska ( już i tak w ostatnich podrygach), zaczynała przygotowywać się na kolejną falę imigrantów…
Tylko że chyba zapomnieli o swoich własnych ludziach. Wojny domowe, kalifaty zachodniej Europy, więcej Europy w Europie… Wulkan nie uląkł się nawet rezolucji Parlamentu Europejskiego i Love Parade.
Opad pyłu kompletnie “zrewolucjonizował” życie w Europie, potem Indiach, Chinach i Afryce. Gdziekolwiek nie spojrzeć, strugi płonących cząsteczek niszczyły wszystko. Zasypywani żywcem ludzie piekli się jak skrzydełka w KFC, zwierzątka też. Roślinki tym bardziej. Słońce i jego blask zostały kompletnie odcięte od niebieskiej planetki – teraz z wielką plamą sięgającą granic wszystkich kontynentów wschodniej części planety ( licząc od Greenwitch).

Opad pyłu kompletnie “zrewolucjonizował” życie w Europie, potem Indiach, Chinach i Afryce. Gdziekolwiek nie spojrzeć, strugi płonących cząsteczek niszczyły wszystko. Zasypywani żywcem ludzie piekli się jak skrzydełka w KFC, zwierzątka też. Roślinki tym bardziej. Słońce i jego blask zostały kompletnie odcięte od niebieskiej planetki – teraz z wielką plamą sięgającą granic wszystkich kontynentów wschodniej części planety ( licząc od Greenwitch).
Dwa tygodnie później wulkan nadal działał. Było to dziwne, jednak wyglądało na to, że zapasy ognistej materii nie wyczerpywały się zbyt szybko. Ogromna pylista chmura dosięgnęła w końcu Alaski a potem zaczęła pochłaniać Kanadę, Pacyfik też znalazł się pod jej “kożuszkiem”. Formująca się na powierzchni oceanów warstwa kleistego pyłu reagowała gwałtownie z wodą, tworząc toksyczne związki, przez co życie zaczęło truć się kwasem siarkowym o dużym stężeniu.
Tak sobie pomyślisz, Kataklizm. Idealny temat na film Hollywoodzki finansowany przez kolegów Epsteina. Tymczasem…
Koledzy Epsteina wpadli na jeszcze lepszy pomysł, za namową ekologów. Postanowili zawalić komorę, z której wydobywał się pył i ogień bronią atomową. Po co się patyczkować, skoro można wszystko wysadzić w powietrze? Solidna uderzenia kilku głowic atomowych we wspaniały wulkan…

Zrobiło coś kompletnie niespodziewanego. Zamiast całkowicie ugasić magmę i lawę, zawalić wulkan – tylko rozpaliły go mocniej. Wstrząs tektoniczny spowodował uwolnienie kolejnych gigantycznych ilości pyłu, tym razem doprawionego zielonym promieniowaniem paru typów i to w dużej ilości – Ruscy nie patyczkowali się i użyli głowic o ogromnej sile, które wywoływały potężne napromieniowanie.
Tak więc, jak się domyślasz, zamiast rozwiązać problem decydenci polityczni pod wpływem “głosu ludu i wolności” zrobili najgorszą z możliwych rzeczy. Wzmocnili ten cholerny wulkan do tego stopnia, że w atmosferze można było zobaczyć teraz zieloną zorzę i to bez pomocy słońca. Cud, że jednak ktoś przeżył ten pokaz fajerwerków…
Tak apropos, Berlin rozwalił kula magmy wielkości lotniskowca, wyrzucona w tej eksplozji atomówek. Przynajmniej jedna dobra rzecz się stała.
Następne lata były ciężkie, z wielu powodów. Niespodziewane zmiany w atmosferze wywołały zjawisko nazwane “burzami jonowymi”. Zjonizowane pierwiastki w pyle były zdolne wytworzyć ogromne napięcie – razem z warstwą ozonową tworząc gigantyczny kondensator. Efektem tego były błyskawice, które rozciągały się na odległości setek a nawet tysięcy kilometrów – rzadko jednak uderzały w ziemię. Jeżeli już, to były one zdolne wyłączyć urządzenia elektryczne na terytorium całych państw.

Następne lata były ciężkie, z wielu powodów. Niespodziewane zmiany w atmosferze wywołały zjawisko nazwane “burzami jonowymi”. Zjonizowane pierwiastki w pyle były zdolne wytworzyć ogromne napięcie – razem z warstwą ozonową tworząc gigantyczny kondensator. Efektem tego były błyskawice, które rozciągały się na odległości setek a nawet tysięcy kilometrów – rzadko jednak uderzały w ziemię. Jeżeli już, to były one zdolne wyłączyć urządzenia elektryczne na terytorium całych państw.
Szczęście w nieszczęściu – te burze zaczęły również zmniejszać radioaktywność pyłu. Co prawda przez rok zdołał on skazić większość planety, jednak radiacja nie miała szans wytrwać w takich warunkach- chociaż i tak zebrała niezłe żniwo. Do roku 2040 95% populacji ludzkiej zostało kompletnie unicestwionej pod zwałami popiołu, radioaktywnością a nawet … wojnami.
Tak, gromkie umysły wzięły się za łby i zaczęły nawzajem tłuc. W ten oto sposób największe państwa świata uległy samozagładzie. USA – rozpadło się najpierw na konfederacje stanów, które walczyły między sobą a potem w wyniku walk o władzę – uległy całkowitemu samozniszczeniu. W Rosji wybuchły walki między konkretnymi grupami mafijnymi, KGB. Efektem tego była rzeź na ogromna skalę. Chiny i Indie uległy zniszczeniu zwyczajnie z powodu strat ludnościowych – skala śmierci była tak wielka, że nic się nie dało z tym zrobić. Afryka w końcu zgłodniała, bez dostaw charytatywnych a plemiona Hutu i Tutsi rozbawiły się na dobre – nie zdążyły jednak przejąć zbyt wiele władzy nim cała “kolebka ludzkości” w mitologii nowoczesnej zamieniła się w jeden wielki grobowiec, pylistą pustynię.
Izrael też się rozleciał. Nie było kogo oskarżyć o Holokaust ani z kogo ściągać kasy…
Klejnot Popiołów
Do 2075 roku powstało wiele osad, miasteczek, wsi i obozów, które zazwyczaj zdychały po jakimś czasie z byle jakiego powodu.
Nie ta – akurat ten twór ludzkiego geniuszu (lenistwa) wziął swój początek wokół rafinerii ropy, dzięki której szybko uzyskał samodzielność. Leżąc na malutkim półwyspie, na wpół sztucznej pozostałości sprzed kataklizmu, zapewniła ludziom tu mieszkającym idealne warunki do stworzenia warownej siedziby. Wokół ogromnego kompleksu przemysłowego (tudzież jego resztek), wyrosły szybko lepianki sklecone ze złomu, wzniosły się proste kamieniczki (serio, to tylko takie wyobrażenie, to tak naprawdę sklejone superglutem lepianki, po prostu w pionie). Stare biurowce przerobiono na ufortyfikowane siedziby miejscowych watażków… Bary, burdele, warsztaty, złomowiska, skupy złomu, sprzedawcy złomu, domy złomiarzy… Złom dla złomu i złomiane ścierniska. Ogólnie, wyglądało to jak raj dla fanatycznego poszukiwacza złomu.

Oczywiście osada funkcjonowała pod wieloma nazwami. Ze względu na rozpościerające się wokół rzeki popielne pustkowia, nosi nazwę Popielnego Miasta – jakże kreatywnie. A kiedyś to nawet potrafili stworzyć “Rapid City” albo San Escobar. Inne nazwy to Enklawa, śmierdzący port, ta zapyziała dziura czy Klejnot Popiołów. Tę ostatnią lubi Baron.
Oczywiście, jak w każdym postapokaliptycznym settingu, ma ona swoje motto.
“FUCK IT”.

Baron to człowiek, który zajął się zarządzaniem osadą, licznymi grupami, które tu się skumulowały i ogólnie – polityką. Dogadał pierwsze umowy o zawieszeniu broni ( zamiast wieszania ludzi, zawiesili strzelanie), odstrzelił paru zbyt gadatliwych typów… ogólnie, dobry z niego człowiek i krewka łepetyna do zarządzania, dlatego pośród pyłowych pustkowi istnieje jego brudna perełka “nowoczesnej” cywilizacji. A wszystko to dzięki produkcji paliwa, którego nikt inny nie dostarczy. Z takim atutem, Baron z łatwością może zapewnić rzekomy spokój w swoim otoczeniu – a to przyciąga ludzi. Nawet te parę klanów bandyckich, które wpuścił do swojego małego królestwa, przerobił na “policję”. Tak, bandyci trzymają porządek, w gruncie rzeczy całkiem dobrze bo nie pier… nie obijają się w tańcu.
Nowy wspaniały porządek!
W roku 2050 świat zaczął wyglądać inaczej. Lądy w dużej mierze były nadal pod pokrywą pyłu, jednak wulkan od 10 lat całkowicie ucichł. Nie było już opadów radioaktywnych, słońce w końcu przebiło się przez szybko zanikające zwały ciemnej masy w wyższych warstwach atmosfery. Problemem była jednak trwająca od blisko 10 lat potężna zima i zlodowacenie, które gwałtownie dosięgło równoleżników. Czapy lodowe zakryły większość cywilizowanego świata, dobijając ludzkość do poziomu parunastu milionów na całym globie. Te resztki cywilizacji, które przetrwały, szybko wzięły się za tworzenie “Nowego Wspaniałego Porządku”, który polegał na prymitywizmie wyższej kategorii…

I tak do 2075 roku uformowała się na nowo nasza cudna planetka! Cofająca się czapa lodowa odsłoniła popielne pustkowia, od groma ruin i złomu. W cieplejszych rejonach, niczym nie skrępowana roślinność, rozkwitła gwałtownie, posuwając się od południowego wybrzeża Ameryki Północnej – uformowała swoistą nową dżunglę, zapełnioną całkiem nowymi gatunkami roślin i zwierząt – pełen ekosystem akurat na te “bardzo złe i podłe czasy”.
Swoją drogą, nie było zombie. Gdy telefony przestały działać, wszystkie wymarły – żyłka w dupie pękła od razu.
Cywilizacja cofnęła się w rejon licznych rzek, korzystając z szlaków wodnych jako bezpieczniejszych niż przeprawy przez sawanny, pyłowe pustynie czy lodowce. Topniejący lód zasilił na nowo Missisipi i tchnął w nie życie – nawet jeżeli z początku brudne, pył szybko opadł na dno i zaczął działać jak filtr. Tak naprawdę okazał się najlepszą metodą usuwania zanieczyszczeń z słodkiej wody, przez co “Wielka Rzeka” po niedługim czasie odzyskała żywotność, przynajmniej w miarę – nadal jednak wody jej były mętne i pełne… Nowości.

Korzystając z zmienionego krajobrazu, ludzie wzięli się za łby i na przestrzeni dwóch dekad zaczęli coś tam kombinować, zbierać się w małe społeczności. A to bandyci a to plemiona.. Nawet szamani się trafili, ale to dłuższa historia. Aha – łowcy czarownic też. I to z niezwykłym poczuciem humoru, takim cynicznie wymalowanym na amunicji.
W końcu, jeszcze nie zdążył się chociażby jeden, który przechytrzyłby nabój.
Wielka Rzeka
Sercem tego świata jest “Wielka Rzeka”. Jest to jedyny w miarę bezpieczny sposób transportu, droga komunikacji i punkt orientacyjny. Jej nurt jest na tyle głęboki aby mogły się po nim poruszać ciężkie, duże barki i łodzie, co pozwala na utrzymywanie jakiegoś poziomu handlu pomiędzy nielicznymi siedliskami ludzi. Nad nią leży Fuckit.. znaczy, Klejnot Pustkowi. Po paru latach okazało się, że jest to największa osada na przestrzeni setek mil, dlatego nie dziwota, jeżeli tu skończysz – w kawałkach albo pod kimś.

Wracając.
Wielka Rzeka, czyli stare Missisipi, bierze swój początek z licznych źródeł i topniejących lodowców na północy. Opadły już dawno pył filtruje tę wodę, oczyszcza ją w miarę – przez co powstała naturalna sieć dróg wodnych i szlaków, pozwalająca funkcjonować prostym społecznościom. Pomiędzy tymi rzeczkami rozciągają się wielkie połacie pustyni pyłowej, poprzetykane licznymi ruinami. Tam można znaleźć szpej, który opyli się u handlarza w mieście.
Tak jest na północy…

Na południu jednak doszło do czegoś dziwnego. Razem z powrotem normalności na planetę, zaczęła rozrastać się dziwaczna wielka puszcza. Radiacja tak nie do końca jednak zeszła z świata… trochę jednak dokooptowała nowych genów paru roślinkom. Wyobraź sobie dąb, tylko taki trzy razy wyższy, z świecącymi w nocy żołędziami – mniej więcej taka roślinność dominowała w tym wielkim lesie.

I nic nikogo by nie zdziwiło, gdyby nie to, że zwierzęta też były dziwaczne. A to jakiś bizon leśny się trafił, a to inne aliengatory z Florydy przyniosło. Ogólnie, klawe miejsce na dom.
Profile
Przykładowy Profil nr 2
Be yourself; Everyone else is already taken. — Oscar Wilde. This is the first post on my new blog. I’m just getting this new blog going, so stay tuned for more. Subscribe below to get notified when I post new updates.
Przykładowy Profil nr 1
This is an example post, originally published as part of Blogging University. Enroll in one of our ten programs, and start your blog right. You’re going to publish a post today. Don’t worry about how your blog looks. Don’t worry if you haven’t given it a name yet, or you’re feeling overwhelmed. Just click the…
You must be logged in to post a comment.